Fabuła

Jestem Moonlight. Jedyna i ostatnia alfa rodu potomków Ceres. Moja matka była córkom Ceres była Alfom watahy zielonego wybrzeża  lecz zakochała się w Przeciwniku, Synu Hadesa, Alfie dowodzącej armią mroku a ich wataha nosiła nazwę: Wataha Ciernistych Krzewów. Te dwa przeciwieństwa przyciągały się nawzajem, aż w końcu owo miłości dojrzał i pojawiłam się ja. Nie byłam zbyt piękna, ale moi rodzice wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Lecz gdy moja matka przyprowadziła mnie do watahy lud się zbuntował i poprowadził do krwawej wojny. Razem z matką ukrywałyśmy się w grocie wybranych . Mój ojciec walczył dzielnie o nasze bezpieczeństwo. Wydawał się być niepokonany. Każdy inny wilk chciał się, rzucić jej do gardła, i teraz pewnie myślicie, że źle coś opowiadam, nie opowiadam dobrze ale to nie moja historia tylko mojej matki. Wiec wracajmy do opowieści. W końcu Ojciec mojej matki opadł z sił. Matka mojej mamy ukryła ją w lisiej norze. Lecz wilki ją odkryły, i kiedy miały zadać ostatni cios matka mojej mamy obroniła ich własnym ciałem. Moją mamę wilki wiedzące że już sobie nie poradzi porzuciły same sobie. Moja mama miała niespełna rok kiedy była całkiem samodzielna. Pochowała swoich rodziców w grocie wybranych. Założyła watahę, watahę złotego wschodu, ale każdy wilk osądza ją po jej historii była kruchą i delikatną osobom, miał na imię Diana, była potężna przed ostatnim potomkiem Ceres. Ale to było nie wiadome. Gdy moja matka miała 6 lat zakochała się w bogu, na imię miał Posejdon, wytrwały, porywczy bóg mórz wydawał się dla mojej mamy nie wiarygod nie boski... przecież był bogiem ale wróćmy do historii...  w końcu i bóg mórz zauważył moją mamę. Do tond smutna i samotna wadera zaczęła być cała w skowronka, niedługo później na świecie pojawiłam się ja, lecz powtórzyła się historia z przed tysięcy lat. Wytwarzałam niezwykłą aurę która przyciągnęła masę potworów. Moi rodzice walczyli zaciekle lecz kiedy moja matka została raniona ojciec pokonał całą armię i zajął się mną. W końcu  Zeus niezwykle rozdrażniony zszedł z olimpu i powiedział, że gdy ukończę 2 lata zostawi mnie i powróci do swojego królestwa. Posejdon usłuchał go. Moja aura przygasła troszkę. Po woli zamykałam się w sobie, nie miałam rówieśników a ojciec nie pozwalał mi ruszać się nawet na krok od groty wybranych. Pewnej nocy przez otwór wleciało światło księżyca a dwie migoczące postacie wyłoniły się z ziemi. Powiedziały mi o tym bym założyła własną watahę i przygotuję się do wielkiej wojny. Zemdlałam a następnego dnia były moje drugie urodziny. Tata mnie opuścił i zostałam sama z sobą. Aż w końcu postanowiłam założyć watahę! Watahę Perłowej Pełni

1 komentarz: